John Lydon

John Lydon (aka Johnny Rotten)

Trzy razy skłamiesz i wylatujesz!”

Może zacznijmy od piłki nożnej. Jak zaczęła się Twoja przygoda z Arsenalem Londyn?

Mój tata zabrał mnie ze sobą na mecz, kiedy miałem 4 lub 5 lat. Podekscytowany tłum, ogromna wrzawa na stadionie i traktowanie meczu jako wielkiej ceremonii całkowicie mnie urzekło. Odkąd pamiętam wywoływało to we mnie duże emocje.

Masz swojego ulubionego zawodnika, który kiedykolwiek zakładał koszulkę Kanonierów?

Nie mam ulubionych piłkarzy, nie myślę w ten sposób. Mam tylko swój ulubiony klub i szanuję każdego z grających w nim zawodników. Nigdy nie zdarzyło mi się skrytykować publicznie któregoś z piłkarzy lub ludzi zarządzających klubem.

Obecny skład PiL trwa już jakiś czas. Wiadomo, że to Ty jesteś za to odpowiedzialny. Pod jakimi względami dobierałeś muzyków do swojego zespołu?

Przede wszystkim przyjaźń i osobowość. Te dwie rzeczy ceniłem zawsze dużo bardziej od jakichkolwiek kwestii muzycznych. Jeśli nie jesteś w stanie porozumieć się z ludźmi występującymi razem z tobą, to nieważne jak utalentowanymi są muzykami, zawsze będzie to przypominać uderzanie głową w mur. W muzyce najważniejsze są emocje i doznania. Nie można dokładnie ich przekazać z pomocą osób, których nie tolerujesz. To dlatego przez te wszystkie lata około czterdziestu czy pięćdziesięciu ludzi było związanych z Public Image Ltd. To wszystko przez brak tolerancji (śmiech). Oczywiście byłem teraz cyniczny, ale jest też w tym sporo prawdy. Radzenie sobie z ludźmi nie należy do najłatwiejszych rzeczy. Dla mnie najistotniejsza w tym wszystkim jest dobra mieszanka osobowości. Nauczyło mnie tego doświadczenie.

Jak zazwyczaj wygląda wasza praca? Ty odpowiadasz za pomysły, czy każdy z muzyków ma swój wkład?

Tak, dzielimy się pomysłami, które wcześniej każdy z nas proponuje. Kiedy byłem młodszy, byłem bardzo nieśmiały jeśli chodzi o próby czy pisanie piosenek. Podchodziłem do tego bardzo emocjonalnie. Teraz po prostu rzucam jakiś pomysł i obserwuję, czy coś z niego wyjdzie. Mam obecnie zupełnie inne podejście do tworzenia. Gdyby takie nie było, z pewnością kompletnie by mnie to nie zainteresowało. Wystarczająco długo pracowałem w jednym kierunku. Przyszedł czas, w którym musiałem spojrzeć na inne drogi. Pracujemy w najbardziej zagmatwany i niezorganizowany, ale bardzo produktywny sposób. Wykorzystujemy wszystko, co akurat nasunie się nam na myśl. Dużą rolę odgrywa przy tym nasza wyobraźnia. Każdy z nas ma różne pomysły, dlatego możemy się nimi wymieniać i nawzajem inspirować. Tak łączyliśmy wysiłki każdego z nas w jedną całość. Myślę, że nasze piosenki najlepiej to obrazują. W przeszłości być może podchodziłem do tego chłodno i sceptycznie. Byłem nastawiony negatywnie, ale to było kiedyś. Myślę, że jestem całkiem pozytywną osobą. Oczywiście środowisko osób, z którymi współpracuje mocno pomaga w kształtowaniu mojej opinii. Nie ma w nim złośliwych i nieprzyjemnych ludzi. Można otaczać się osobami bezpośrednimi, mającymi właściwe podejście do życia.

Czy jest ktoś, poza członkami zespołu, na kogo opinii (odnośnie muzyki) Ci zależy?

Tak, wszystkich, którzy pracują wokół nas. To cała grupa ludzi i każdy z nich może wyrazić swoją opinię, z którą się liczymy. To tak jak w życiu, w którym codzienne ze sobą rozmawiamy, oddziałujemy na siebie i mamy wpływ na czyjąś pracę. Jestem przekonany, że taka postawa wzbogaca tworzoną przez nas muzykę. Dla mnie dzisiejszy świat chyli się ku upadkowi, a każdy kraj o którym pomyślisz stoi na skraju jakiejś katastrofy. A w nim jestem ja, szczęśliwy i czerpiący przyjemność z pracy (śmiech). Wydaje mi się, ze to bardzo zdrowe podejście.

Zawsze mówiłeś, że lubisz ciężko pracować…

 Tak, bo w swojej pracy muszę stawiać czoła różnym przeciwnościom losu i niesprzyjającym mi ludziom. Ludzie po prostu za mną nigdy nie przepadali. Nauczyłem się to szanować (śmiech). Jednak to nie wszystko. Kiedy odkrywasz emocje, które posiadamy jako ludzie, musisz być gotowy przybierać różne postaci i obserwować świat z wielu punktów widzenia. W życiu zawsze szukałem prawdy. Nie chcę zagubić się w naśladowaniu czegoś minionego. To dlatego twarz punka, pod moim przewodnictwem, tak wspaniale potrafi zmieniać swoje kształty.

Zawsze mnie interesowało to, czy John Lydon ma jakieś muzyczne wzorce?

Z pewnością zawsze byli ludzie, którzy stanowili dla mnie inspirację. Niekoniecznie muzycy.  Na przykład, od zawsze fascynowała mnie filozofia Gandhiego. Był to człowiek, który sprzeciwił się Imperium Brytyjskiemu i którego kochali wszyscy, także Brytyjczycy. Pamiętam, ze jako bardzo młody człowiek słuchałem jego wypowiedzi i mówiłem do siebie: on ma rację. Udało mu się wyrzucić Brytyjczyków z Indii bez kiwnięcia palcem dzięki filozofii biernego oporu. Pokazał, że można rozwiązać pewne problemy bez użycia przemocy. Dla mnie bardzo dobra droga, by nią podążać. Gandhi to mój człowiek! To przykre co stało się później w Indiach, ale uważam, że to wszystko było spowodowane ludzką naturą i jej skłonnością do ostatecznego samozniszczenia. Wiem tylko, że jeśli świat upadnie to nie będzie moja wina (śmiech). Wielu z nas ma o sobie dużo lepszą opinię i być może mamy dzięki temu jakąś szansę. Bycie negatywnie nastawionym, leniwym, czy po prostu głupim nie jest w stanie rozwiązać żadnego problemu. Natomiast ufanie politykom zawsze jest największą katastrofą, w każdym miejscu na świecie. Nam, którzy głosujemy na tych klaunów, jakoś nigdy nie przyszło do głowy, żeby zebrać się razem, połączyć swoje siły i pozbyć się polityków. Świat bez polityki musiałby być bardzo interesującym miejscem. Nieprzerwanie jest ten 1% populacji, który ma żądze władzy i siły. Zawsze kończy się to źle dla pozostałych 99%. Wydaje mi się, że dzieje się to przez nasze lenistwo. Nowoczesna kultura też jest częściowo za to odpowiedzialna. Przed stu laty, nigdzie na świecie nie można było głosować ani nawet pomyśleć o jakimś przyczynieniu się do losów kraju. To naprawdę niesamowite osiągnięcie, ale nie możemy się zatrzymywać, cały czas musimy iść do przodu. Każdy ma prawo do snucia swoich twierdzeń, nawet jeśli są odmienne od większości społeczeństwa. W gruncie rzeczy jestem spokojną osobą i nie lubię naruszać prywatności innych osób. Jeśli natomiast ktoś naruszy moją sferę prywatności, wtedy jestem zmuszony zareagować.

Uważasz, że jest jakiś sposób na naprawę tej sytuacji?

Część z rzeczy, które mówię, zadziałać i przynieść jakieś skutki, a pozostała część nic nie zmieni. Uważam, że otwarta rozmowa zawsze jest potrzebna i może pomóc nam wszystkim. Jedną z największych możliwości Internetu jest możliwość komunikowania się pomiędzy narodami. Ludzie z całego świata mogą rozmawiać ze sobą tak jakby siedzieli w tym samym pokoju. Niestety, Internet został zawładnięty przez rozsiewających plotki. Internet opiera się na subiektywnych opiniach i bardzo trudno odszukać tam coś prawdziwego wśród wszechobecnych kłamstw. Ludzie przedstawiają tam nieprawdziwą, wyolbrzymioną wersję siebie samych, żeby ukryć przed światem swoją nieudolność. Może taka jest po prostu ludzka natura. Ale do dnia mojej śmierci nie zamierzam się poddać. Bardzo lubię moich kolegów ludzi. Jak mógłbym być tak dobry, jeśli inni nie byliby tacy źli (śmiech). Mówię to oczywiście żartobliwie. Nigdy nie należy traktować życia i samego siebie zbyt poważnie. Nie jest to łatwe. Musisz umieć szybko podejmować decyzje. Chodzi o to, żeby wykształcić umiejętność emocjonalnego radzenia sobie z przeciwnościami losu w aktualnie najlepszy możliwy sposób.

W swojej książce napisałeś, że porażka jest naszym najlepszym nauczycielem.

To prawda, bo kiedy coś nam się nie udaje czerpiemy z tego lekcję na przyszłość. Takie jest życie – im dłużej żyjesz tym więcej umiesz.

Masz rację. Zwykle (jeśli nie zawsze) są to bardzo bolesne doświadczenia.

To wydaje się oczywiste, ale większość osób nie myśli o tym w ten sposób. Nastała dziwna tendencja, w której ludzie zachowują się jak stado owiec – nie mają własnego zdania i bezkrytycznie podążają za innymi.

Jeśli szybko potrafimy zrozumieć swój błąd, pozostaje jeszcze czas na jego naprawę.

W ten sposób zauważasz swoją niepewność. Uwierz mi, że jednymi z największym darów jakie możesz posiadać jest strach i wątpienie w siebie. To dwa potężne narzędzia do zrozumienia, że to twoje wewnętrzne emocje mówią ci w którą stronę powinieneś zmierzać. Ludzie są zbyt leniwi, żeby to dostrzec. Jeśli życie to podróż przez drogę na której wszyscy jesteśmy, zwracaj uwagę na znaki. Jeśli każą ci skręcić w lewo, z pewnością musi to być dobry pomysł (ironia).

Lu Edmonds, John Lydon, Scott Firth, Bruce Smith (photo Tomohiro Noritsune) © PiL Official 2015

Lu Edmonds, John Lydon, Scott Firth, Bruce Smith (photo Tomohiro Noritsune) © PiL Official 2015

Wracając do muzyki…

To jest muzyka! To wszystko jest ze sobą ściśle powiązane. Złe decyzje w jakimkolwiek aspekcie mają wpływ na pozostałe sfery twojego życia. Dostałem możliwość bycia w zespole i uczciwego przekazania prawdy tak jak ja dostrzegam. To moja podstawowa reguła. Nie interesuje mnie zostanie gwiazdą popu ani kimś podobnym. Chciałbym tylko, wykorzystując moje możliwości, żeby przekazać coś ludziom. Cały czas konsekwentnie to robię. Uwielbiam to. Przez prawie dwie dekady przemysł muzyczny starał się sabotować moja pracę i skutecznie udawało się mi ją uniemożliwić. Wciąż w tym tkwię i zdobywam pieniądze w sposób niezależny. Nieustannie trzymano mnie w długach. Nie napływały od nich żadne pieniądze. To najgorsza rzecz jaką firmy płytowe mogą zrobić muzykowi. Muszę jednak przyznać, że to nie do końca ich wina, ponieważ jestem bardzo trudną osobą do współpracy (śmiech). To dlatego, że nie interesuje mnie robienie czegoś wyłącznie dla pieniędzy.

Jest tak, że chcesz otworzyć ludzi na pewne problemy?

Otworzyć ich umysły, tak. Używam do tego muzyki. Nie mam nic przeciwko temu, że ludzie mnie nie lubią albo nawet nienawidzą. Przynajmniej robią to otwarcie, nie ukrywają się z tym i jest to po prostu ich opinia. Najgorsza rzecz jaką kiedykolwiek o sobie usłyszałem to, że byłem miły. Wyobraź sobie! Co za ślepy zaułek! (śmiech). To chyba ostatnie co można o mnie powiedzieć.

Kiedyś rozmawiałem z Jazzem Colemanem z Killing Joke, na pożegnanie powiedział mi, tylko nie życz mi dobrze bo to dziwacznie brzmi!

O tym właśnie mówię! (śmiech).

Z tego wynika, że teksty są dla Ciebie dużo istotniejsze od samej muzyki…

Tak, ponieważ czytanie jest moim najważniejszym hobby. Możliwość odkrywania jak umysły innych ludzi postrzegają świat jest wspaniałym darem. Dzięki książkom ludzie mogą dzielić się ze sobą swoim życie. Staram się to robić w mój pozbawiony talentu sposób najlepiej jak umiem i mam nadzieję, że w jakiś sposób ktoś mnie rozumie. Bardzo trudno wytłumaczyć to słowami w rozmowie, ale w piosence jest dużo prościej. Jeśli połączyć słowa z nutami, tonami, rytmem i taktem staje się to dużo bardziej przejrzyste. Dostrzegasz całą klarowność i to właśnie zdumiewa mnie w muzyce. W Sex Pistols osiągałem wspaniałą czystość słów, kiedy podkładałem je pod linie gitarowe. Nigdy nie zapomnę zastrzyku ekscytacji związanego z odkrywaniem tego natychmiast na pierwszej próbie. Ten entuzjazm nigdy mnie nie opuścił.

Zgaduję, że dużo lepiej komunikujesz się z ludźmi występując na żywo niż przekazując te wartości za pośrednictwem płyt czy innych nośników, tak?

Kiedy grasz na scenie musisz schować swoje ego do kieszeni. Nie możesz ukryć się za fałszywym wizerunkiem, bo szybko zostanie to zdemaskowane. O ile oczywiście występ od początku nie polegał na byciu sztucznym, co niestety spotykane jest coraz częściej w muzycznym biznesie. Wyznaję inną zasadę – kiedy wychodzę na scenę całkowicie się eksponuję i otwieram na publiczność. Taka jest potrzeba mojego serca. Chciałbym, żeby ludzie zobaczyli moje pragnienie. Chcę być jak najbardziej prawdziwy, wierny i oddany jak tylko może być człowiek. Całkowicie angażuję się w utwory, które wykonujemy na żywo, nawet jeśli czasami przynosi to duży ból. Niektóre piosenki są bardzo głębokie w swoim smutku, podczas gdy inne są pełne radości. Są pełne różnych ludzkich doświadczeń, wiec muszą być prawdziwe.

Przeżywasz te historie za każdym razem, kiedy wykonujesz te piosenki? To musi być wyczerpujące.

Tak, ponieważ spędzam bardzo dużo czasu na zapisywaniu najkrótszych i najczystszych zdań i wplataniu ich do moich tekstów. Emocje, które odczuwam w tym czasie uderzają mnie i potrafią mną poruszyć. Mam, jeśli można to nazwać komfort, możliwość eksperymentowania w ramach tej struktury.

Powiedziałeś kiedyś, że za każdym razem czujesz te emocje mocniej i mocniej.

To prawda. Staję się to coraz głębsze i jeszcze mocniej mnie pochłaniają.

Z tego wynika, że każdy koncert traktujesz bardzo wyjątkowo i za każdym razem kiedy pojawiasz się na scenie jesteś bardzo skupiony, żeby zachować wiarygodność.

Tak, w żadnym stopniu mnie to męczy. Na scenie oddaję całego siebie i daje z siebie wszystko. To dość bolesne przeżycie ze względu na strach jaki przed tym odczuwam. Chciałem o tym opowiedzieć wcześniej, kiedy wspominałem o wątpieniu w siebie. Przed wejściem na scenę musisz wątpić w swoje umiejętności. Kiedy będziesz całkowicie pewny siebie nie sądzę, żebyś sam wierzył w to co robisz. Musisz czuć w sobie głęboki strach. Uważam, że to duży dar. Czytałem dużo na ten temat i wreszcie to pojąłem. Kiedyś to uczucie niemal mnie zabijało. Teraz często nie mogę się go doczekać, mimo tego, że to naprawdę okropne uczucie – przynosi wiele szkód dla organizmu, złe fizyczne samopoczucie i wymiotowanie z nerwów. Mam tak przed każdym występem. Tylko raz w moim życiu przed koncertem pomyślałem, że czuję się dobrze i nie boję się. To było lata temu i zagrałem najgorszy koncert w moim życiu. Do dzisiaj nie wiem jak do tego doszło. Przytrafiło się to w najbardziej dziwnej i nieoczekiwanej chwili. Zaparło mi dech w piersiach. Spanikowałem i straciłem swój głos. Stały się wszystkie najgorsze rzeczy o jakich mógłbym tylko pomyśleć. Nie można być zatem beztroskim, bo to wszystko jest trudną i intensywną pracą.

Biorąc pod uwagę emocje, które wkładasz w występy, po każdej trasie koncertowej musisz czuć się wyczerpany, nie tylko fizycznie ale przede wszystkich psychicznie.

Jeśli chodzi o kwestie fizyczne jest to oczywiste, że trasy są bardzo wymagające. Dodatkowo, jestem psychicznie wypompowany, ponieważ mentalne napięcie jest czasami trudne do zniesienia. To niedługa droga do możliwego załamania nerwowego. Muszę to badać i zastanowić się w jaki sposób wyjaśnić to głębokie uczucie smutku i niemocy w piosence. Przepraszam, ale ktoś spoza świata muzycznego może tego nie zrozumieć (śmiech). Po prostu nie wiem jak to wyjaśnić w inny sposób. Bardzo skomplikowałem sobie życie starając się osiągnąć pewność siebie na scenie. Można w ten sposób rozpaść się emocjonalnie. Wydaje mi się, ze jest to moja nagroda w życiu, bo cały czas przypomina mi, że żyje. Nie sądzę też, żeby życie mogło być pozbawione bólu, ponieważ jest on jego ważną częścią.

Mamy po prostu się do tego przyzwyczaić?

Nie, czerpmy z tego przyjemność, bo to ogromne doświadczenie same w sobie.

Jak można cieszyć się z bólu?

Te doświadczenia przynoszą ból, ale to lepsze od niczego. To ironia, ale jeśli jest przewidziana za to nagroda, to im większą będziesz czuł dzięki temu przyjemność, tym lepszy się staniesz.

Czy jest coś czego się obawiasz?

Boję się zawieść ludzi podczas moich występów. W takim samym stopniu nie chcę zawieść mojej rodziny i przyjaciół.

W książce napisałeś, że nie bałeś się ryzyka i byłeś gotów spróbować wszystkiego. Teraz też?

Ryzyko może przynieść wiele przykrych chwil, ale jest tego warte, ponieważ dokądś nas prowadzi. Jeśli próbujesz i walczysz, żeby osiągnąć w życiu coś trwałego dla siebie i innych, to przynajmniej masz świadomość, że podjąłeś jakiś wysiłek. To lepsze niż przeświadczenie, że nie warto zawracać sobie głowy, bo i tak się nie uda. Czasami miewam takie chwile, one są częścią mnie, ale cały czas staram się z nimi walczyć. Warto się przejmować, bo czasem przynosi to skutek. To wspaniały sposób na osiągnięcie ulgi i radości.

Powiedziałeś, że jesteś w stosunku do siebie bardzo wymagający. Cały czas tak jest?

To mój największy wróg, a jednocześnie najlepszy przyjaciel. Cały czas jednak nie mogę pozbyć się uczucia, że jestem leniwy.

Zaraz, zaraz… przed chwilą przecież powiedziałeś, że lubisz ciężką pracę.

Tak, robię to, żeby ukarać samego siebie (śmiech). Taki jest mój sposób na życie, choć niektórym na pewno może wydać się dziwny. Jestem zadowolony z rezultatów. Nie potrzebuję masowej popularności, umieszczenia moich piosenek na listach przebojów, nagród Grammy, ponieważ byłem po tamtej stronie życia i nie ma ona dla mnie nic interesującego do zaoferowania. Jest tam pełno fałszywych i pretensjonalnych osób nadmuchujących swoje ego. W moich realiach jestem otoczony ludźmi, którzy nieustannie mówią mi, że jestem dupkiem. Od tego właśnie są przyjaciele (śmiech). Trzymają cię na jawie i z dala od poczucia komfortu, który jest pocałunkiem śmierci (śmiech). Pod koniec stycznia stuknie mi 60-tka. Mam do wyboru albo być zgorzkniałym staruszkiem narzekającym na wszystkich i wszystko w około, albo uważać się za 60-letniego młodzieńca. Bardziej odpowiada mi ta druga opcja. Jeśli mam żyć 120 lat to jestem dopiero w połowie. Myślę, że to dobry wiek, żeby odejść, bo już nie będę w stanie dłużej śpiewać tych piosenek (śmiech).

Kiedy nagrywasz kolejny album, poprzedni jest jakimś punktem odniesienia?

Nie używamy go jako punktu odniesienia, ale może wykorzystamy z niego jakiś materiał w przyszłości bo piosenki są ponadczasowe ze względu na zawarty w nich przekaz. Nie staram się rozmyślnie robić każdej następnej płyty zupełnie innej w stosunku do poprzedniej – tak się po prostu dzieje w trakcie pracy. To wszystko zależy od emocji jakie wnosimy ze sobą do studia. Pozwalamy sytuacji samej się rozwinąć. Pracuje obecnie z naprawdę interesującą grupą ludzi. Dużo mogę się od nich nauczyć, a jednocześnie są moimi przyjaciółmi – Scott przez jakieś ostatnie osiem lat, a Lu i Bruce’a ponad trzynaście. Przebyliśmy długą drogę. Graliśmy w różnych zespołach, ale mamy tendencję do rozwijania się przy sobie. Ufam im i dzięki temu mogę rozwijać przy nich swój warsztat wokalny. W poprzednich formacjach, w których występowałem nie było to takie łatwe i naturalne. Oczywiście brak pieniędzy bardzo rozwija kreatywność (śmiech).

Twoi przyjaciele z kapeli muszą chyba być podobni do Ciebie. Inaczej sobie tego nie wyobrażam (śmiech).

Skądże, wcale nie muszą tacy być i nie są. To właśnie dlatego, że są inni i zupełnie mnie nie przypominają, nasza współpraca układa się tak dobrze. Jedna cecha, która nas łączy to szczerość. Nie okłamujemy się. To wspaniały dar znaleźć ludzi, którzy nie chcą cię okłamywać. Trzymaj ich w swoim sercu na zawsze. Brzydzimy się plotkami, unikamy ich bo uważam, ze zniżają nas do niskiego poziomu, w którym nie chcę uczestniczyć. Powiedziono przez te wszystkie lata dużo rzeczy o mnie. Nie mam zamiaru się tym przejmować i rozstrzygać co było prawdą, a co nie. W stosunku do przyjaciół wyznaję zasadę: trzy razy skłamiesz i wylatujesz!

Sądzę, że czas waszej znajomości odgrywa tutaj dużą rolę, bo przyjaźń z Tobą nie należy chyba do najłatwiejszych…

Myślę, że przyjaźń w ogóle nie jest łatwą rzeczą. Kiedy raz angażuję się dla jakiejś osoby nigdy jej nie zawiodę. Na moją lojalność trzeba zasłużyć, ale raz zdobyta staje się bardzo solidna. Zupełnie jak najlepsze gangi chuliganów piłkarskich. Piłka nożna jest społecznością. Mój tata wpoił mi zasadę wspierania swojej lokalnej drużyny bez względu na wyniki, ponieważ to twoja drużyna, twoi ludzie i twoje środowisko. Myślę, że to najlepsze podejście do tego sportu. Podoba mi się wspólnota, którą tworzą kibice. Taki właśnie jest mój zespół – jesteśmy zupełnie różnymi ludźmi, ale tworzymy jedność. Arsenal jest dla mnie prawdziwym zespołem. Mogą przegrać, ale grają, ponieważ kochają tę grę. Zawsze starają się znaleźć tę ukrytą wartość. Wygrywania trofeów dla pieniędzy nie ma żadnego znaczenia. Najważniejsze jest czerpanie przyjemności z gry, rywalizacji. To prawie zen. Całkowicie zgadzam się z Arsenem Wengerem, bo pomimo tego, że nic z nim nie wygraliśmy jesteśmy mentalnie dużo lepsi. To właśnie dlatego na każdy mecz przychodzi 60 tysięcy fanów. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że to coś więcej niż tylko sport.

Piszesz, że zawdzięczasz swoją karierę tylko sobie. Naprawdę? (śmiech)

Nie, to oczywiście ironiczne stwierdzenie. Jeśli połączysz to z moją osobą i tym co na mój temat napisano, zobaczysz, że często bywam sarkastyczny. Tak samo jak w przypadku koszulki Pink Floyd. Czy ja coś im zawdzięczam? Oczywiście, że tak. Lubię używać ironii. Jest czymś wspaniałym w języku – mówi jedną rzecz, ale masz na myśli inną. Jest jak zrzucanie bomb na głupich ludzi. Słowa są bronią.

Potrafisz sobie wyobrazić Sex Pistols w dzisiejszych czasach?

Po pewnym czasie, który upłynął od naszego rozstania znowu zostaliśmy przyjaciółmi, choć zdecydowaliśmy nie pracować ze sobą. Tak to wygląda z mojego punktu widzenia, ale perkusista Paul Cook, którego znam bardzo dobrze, myśli dokładnie w ten sam sposób. Jest dużo lepiej, kiedy jesteśmy przyjaciółmi, a nie wrogami w zespole. Wplatam do tego wywiadu nawiązania i fragmenty piosenek PIL, ale to dlatego, że są one ściśle powiązane z doświadczeniami mojego życia.

Uwielbiam Twoje eksperymenty z włosami, co chwilę inna fryzura (śmiech).

Patrzę w lustro i myślę pieprzyć to, po tym całym farbowaniu moje włosy są silne jak nigdy. Nie wyłysiałem i cały czas żyję, co biorąc pod uwagę te wszystkie narkotyki, jest niezłym osiągnięciem. I co najważniejsze, wciąż czuję się dobrze. Jestem z Tobą chyba zbyt szczery (śmiech).

Byłeś kiedyś łysy?

Wszystkie moje fryzury uwielbiam (śmiech). Zdarzało mi się golić na łyso i przypominałem wtedy orzeszka. Wyglądałem jak trofeum sportowe, z bardzo dużymi uszami. Wyglądałem idiotycznie! (śmiech) Przy ostatnim strzyżeniu zdarzył mi się mały wypadek. W nieodpowiednim czasie ruszyłem moją głową i mało brakło, a bym ją stracił. Jestem praktycznie oskalpowany (śmiech). Czekam teraz, aż włosy wyrosną mi z powrotem, bo moja głowa nie wygląda dobrze.

Paweł Urbaniec
Współpraca: Maciej Urbaniec

26 luty 2016

Zapraszamy także na stronę Agencji Go Ahead, która prowadzi w Polsce sprzedaż biletów na majowy koncert obecnego zespołu Johna Lydona Public Image LTD w klubie Proxima w Warszawie

PIL poster